W piątek 28 października, żołnierze Czarnej Dywizji na poligonach w Świętoszowie i Żaganiu zakończyli ćwiczenie taktyczne z wojskami pk. BORSUK-16. Manewry zakończyła wspólna defilada pododdziałów.
 
Ćwiczenie pod kryptonimem „BORSUK” na stałe wpisało się już w kalendarz przedsięwzięć Czarnej Dywizji. W tym roku, wzięło w nim udział blisko 2 tysiące żołnierzy i około pół tysiąca różnego rodzaju sprzętu wojskowego. Głównym ćwiczącym była 10. Brygada Kawalerii Pancernej (10BKPanc) ze Świętoszowa oraz 23. Śląski pułk artylerii z Bolesławca, a najważniejszym celem zakończonego ćwiczenia było sprawdzenie stopnia przygotowania pododdziałów do realizacji zadań zgodnie z przeznaczeniem. 
 
W ćwiczeniu uczestniczyło również ponad 300 żołnierzy z 401. niemieckiego batalionu zmechanizowanego 41 Brygady Grenadierów z Niemiec wyposażonych w gąsienicowe transportery opancerzone typu Marder. Co więcej, żołnierze Bundeswehry zostali podporządkowani dowódcy 10. brygady, gen. bryg. Maciejowi Jabłońskiemu.
Manewry zakończyła imponująca defilada na sprzęcie, przyjęta przez kierownika ćwiczenia gen. dyw. Jarosława Mikę, dowódcę 11. Lubuskiej Dywizji Kawalerii Pancernej (11LDKPanc). Jednak zanim do niej doszło ćwiczący żołnierze przez osiem kolejnych dni musieli wykazać się umiejętnościami i zdolnościami do planowania, organizowania i prowadzenia działań bojowych oraz wykonywania zadań taktycznych i ogniowych zarówno w dzień jak i w nocy. 
Sytuacja operacyjna przyjęta w czasie ćwiczenia nie odzwierciedlała żadnego realnego państwa i nie odnosiła się do jakichkolwiek rzeczywistych sytuacji i uwarunkowań politycznych lub militarnych. Jednakże stała się ona doskonałą okazja do tego, aby sprawdzić i przećwiczyć w jak najbardziej realnych poligonowych warunkach współdziałanie wielu jednostek wojskowych. 
 
Ćwiczących atakowały grupy dywersyjne przeciwnika, nie zabrakło uderzenia z powietrza, ostrzałów artyleryjskich, skażenia chemicznego oraz wielu innych tego typu zdarzeń. Wyzwaniem dla ćwiczących pododdziałów było zatrzymanie natarcia przeciwnika i wykonanie kontrataku. 
- Ćwiczenie podzielono na dwie części, taktyczną i ogniową, obie równie ważne. Kierownictwo ćwiczenia zadbało o to, aby sprawdzić ćwiczących dowódców i żołnierzy w różnorodnych sytuacjach, a było ich bardzo wiele. Wciąż zmienna sytuacja, liczne zadania i problemy taktyczne do rozwiązania oraz nieustanna presja czasu i przeciwnika sprawiały, że ćwiczący musieli wznieść się na wyżyny swych żołnierskich umiejętności. Kulminacyjnym punktem szkolenia było wykonanie zadań ogniowych zarówno w obronie, jak i natarciu, w dzień jak i w nocy. Podczas strzelań niezwykle istotne było współdziałanie różnych rodzajów wojsk. Wspomnę choćby o tym, że na wezwanie walczących żołnierzy wspomagały powietrzne środki rażenia w tym para para ciężkich śmigłowców bojowych Mi-24, artyleria z wyrzutniami WR-40 Langusta, czy przeciwlotnicy itd. Wyjątkowo ważne były wspólne strzelania kompanii zmechanizowanych z Polski i Niemiec. – relacjonował gen. dyw. Jarosław Mika, dowódca 11LDKPanc.
 
Tekst: Artur Pinkowski
Zdjęcia: szer. Natalia Wawrzyniak